Hej!

Już całe dwa miesiące temu zabrałam Was do Nowego Kawkowa, do Cegielni Art, czyli pracowni charyzmatycznej i bardzo utalentowanej Letycji Pietraszewskiej. W pierwszym wpisie przedstawiłam Wam artystkę, jej warsztat, techniki, których uczy podczas spotkania oraz, że trzeba się wykazać cierpliwością zajmując się ceramiką. Oczywiście, trzeba ulepione prace wypalić, potem pomalować, a potem znów wypalić, dlatego tyle trzeba było czekać… ale mówię Wam, warto było!

Letycja powiedziała, że czasem wszystko zależy od nastawienia twórcy i serca włożonego w pracę – wtedy nigdy nie pęka 😉

I wiecie co? NIC NIE PĘKŁO! To dopiero miła niespodzianka i nagroda za tygodnie czekania na efekty swojej pracy. Bo pierwsze efekty, które mogliście podpatrzeć w pierwszym wpisie to była mokra glina, a sucha wypalona ma zupełnie inną fakturę oraz kolor i chociaż jest już twarda, lepiej jeszcze nie trzymać kubeczków za uszka. I tak swoją domową kolekcję ceramiki powiększyłam o WŁASNE kubeczki, miseczki, podstawki na biżuterię oraz fantazyjne misy na klucze. Ale teraz jeszcze je pomalować…

Malowanie

Malować glinę mogłam dwoma sposobami, szkliwem lub angobą. Szkliwo to to warstwa masy szklanej pokrywająca powierzchnię wyrobu ceramicznego i ściśle z nią połączona w procesie wypalania. Szkliwa składają się z tlenków metali i niemetali, mogą zawierać związki takich pierwiastków jak ołów, bor, cyna, wapń, żelazo, glin itp. – tak nadaje się im kolor! Powłoka szkliwa, w zależności od składu, nadaje przedmiotom barwę czy połysk. Do swoich prac użyłam głównie bezbarwnego szkliwa, a w większości przypadków zdecydowałam się na malowanie angobą. Angoba to delikatna powłoka z białej lub barwionej glinki, taka farbka trochę gęstsza niż woda. Początkowo nie widać dokładnie, jaki kolor docelowo będzie miała ceramika, więc to była świetna zabawa!

Angobowanie, znane od czasów przedhistorycznych, występuje we wszystkich kręgach kulturowych.

Tworzenie przedmiotów użytkowych samemu jest nie tylko dobrym zajęciem relaksacyjnym ale także uświadamiającym. Zdajesz sobie po pierwsze sprawę, z czego wynikają ceny wyrobów rękodzielniczych. Kto nigdy nie mruknął pod nosem czy nie ,,zrobił oczu” słysząc cenę regionalnych wyrobów lokalnych artystów, niech pierwszy rzuci kamieniem. Cały proces zrobienia miseczki czy kubeczka trwa te parę tygodni. A jak coś nie wyjdzie, czy się ułamie, to jeszcze więcej. Doceniłam jeszcze bardziej talent, dyscyplinę oraz pracę rękodzielników.

Wartość

Po drugie, wartość, jaką nagle ma ten własnoręcznie zrobiony przedmiot. Mając świadomość, że te rzeczy od początku do końca wyszły tylko i wyłącznie spod moich palców i są wytworem mojej wyobraźni, sprawiają, że są to bardzo ważne dla mnie przedmioty. Przedmioty, które zyskały życie dzięki mnie i malowaniu, a każdy z nich będzie służył w innej sytuacji i przypominał te beztroskie popołudnia w Nowym Kawkowie.

Malowanie w takiej przepięknej atmosferze przyrody oraz w towarzystwie Letycji można z całą pewnością zaliczyć do lepszych zajęć, jakie mogłam sobie ostatnio wymarzyć.

Jeżeli wy chcecie zdobyć takie doświadczenia i stworzyć coś niepowtarzalnego, na lata, zapraszam Was serdecznie na Facebooka Cegielni Art oraz na Instagrama @cegielnia_art_ceramika

 

Marta.


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *