Idąc na spotkanie autorskie w Książnicy nie spodziewałam się, że napiszę relację lub nawet tekst refleksyjny, szłam tam raczej nie ,,służbowo”. Miałam jednak szczęście znaleźć się na tym spotkaniu z Michałem Szafrańskim, autorem bloga Jak oszczędzać pieniądze. Spotkanie jak spotkanie, plan jak na każdym tego typu spotkaniu, pytania od moderatora, trochę monologu, generalnie książkowa promocja książki. ,,Zaufanie, czyli waluta przyszłości’.

Ja blog Michała znam gdzieś od dwóch lat i ostatnio nawet przerzuciłam się na podcasty, polecam. Oprócz samej treści stricte w temacie jak oszczędzać pieniądze interesował mnie fenomen utrzymywania się z bloga. Jak wiecie, w mojej głowie kiełkował pomysł założenia bloga od 4 lat i w końcu postanowiłam urzeczywistnić swoją wizję, bo skoro komuś się udało, to dlaczego do cholery mi ma się nie udać. I nie wydaje mi się to puste, to całe deprecjonowane blogowanie, tak niedoceniane.

A co jeśli ktoś ma misję, którą spełnia?

Dostawałam szereg rad od znajomych blogerów, za które jestem ogromnie wdzięczna. Najwięcej dotyczyło ładnych zdjęć. Więc nawet kupiłam sobie profesjonalny aparat i zaczęłam uczyć się fotografii, czego jesteście świadkami, przepraszam bardzo, moje króliczki doświadczalne. Michał nie publikuje instagramowych zdjęć, jego blog jest merytoryczny, więc i ten wpis będzie bez zdjęć. Taki eksperyment, jak się będzie klikać, nie wszystko przecież musi być pod publiczkę 😉

Uczestniczka spotkania zadała Michałowi pytanie odnośnie do tematu bloga, czy zawsze wiedział, że będzie pisał o finansach i bez zastanowienia odpowiedział, że tak. Ujęło mnie to pod względem pewności siebie i tego, że materiał przez niego prezentowany jest tak dobry, że broni się sam. Bez zdjęć. Dodatkowo, to przekonanie, ta wiara, że to co robię jest dobre, jest pożyteczne, utwierdziło mnie w moim własnym przekonaniu, że pisząc bloga jestem dziennikarzem, kreatorem własnej rzeczywistości i mogę pisać o czym chcę i jak chcę, bo to moja rzeczywistość i niczym się to nie różni od pisania do gazety czy na portal X, Y lub Z, tylko tym, że piszę w swojej przestrzeni, stworzonej przeze mnie i od początku do końca mojej. Gdzie dzielę się swoimi myślami i subiektywnymi opiniami a redaktorem naczelnym jestem też, ja.  A co za tym idzie?

Autentyczność.

Na salę wchodzi gość w koszulce PAH, który promuje swoją drugą książkę, której podtytuł brzmi ,,Moja droga od zera do 7 milionów z bloga”. Myślisz sobie i spodziewasz się co najmniej złotych sznurówek i diamentowych oprawek okularów. No i właśnie pudło. Michał wygląda i zachowuje się normalnie. Ale co to znaczy, normalnie? Opowiada o zaufaniu, wierze, które pomogły zachować zdrowy rozsądek i gdzieś zdrowo podchodzić do pewnych spraw oraz spełniać swoje marzenia. Tylko albo aż. Był zmęczony swoją pracą, ludźmi, wykorzystał czas i potencjał, żeby uszczęśliwić siebie i swoją rodzinę. Spełnił marzenia, kupując Mustanga, o którym marzył od dzieciaka. Czy on się czymś ode mnie różni? Nie, myślę, że nie, wystarczy chcieć a to nie jest takie trudne.

I trzeba być prawdziwym.

No właśnie, prawdziwe ,,widowisko” zaczyna się, gdy przechodzimy do pytań w publiczności. Mikrofon wędruje gdzieś do tyłu sali i wszyscy się ze zdumieniem odwracają na dźwięk dosyć podniesionego głosu mężczyzny, który mówi, że jest matematykiem i pyta Michała, na jakiej zasadzie wykonuje swoje prognozy. Padają hasła typu ekonomia, makroekonomia, inwestycje… Pytanie nie jest dosyć precyzyjne, co Michał podkreśla kilka razy i prosi o zadanie konkretnego pytania. Ton Pana Matematyka jest coraz bardziej podniesiony a na sali nagle zrobiło się gorąco. Aż wreszcie, to Michał zadaje pytanie: Czy czytał Pan mojego bloga? Cisza…

No właśnie. Jak łatwo przychodzi nam krytyka lub nawet samo obrzucanie błotem kogoś bez żadnych argumentów, nie znając czyjejś motywacji, pracy, szczegółów. Nie dajemy sobie szansy nawet do polemiki, po prostu wydając sądy na temat, nie zadając sobie trudu jego zgłębienia. Pozostawiam to Waszej refleksji. Natomiast, sama reakcja Michała sprawiła, że poczułam ścisk w żołądku. Ja, bym się zapultała totalnie i chyba nie dokończyła rozmowy z Panem Matematykiem, dlatego bardzo podziwiam Michała za zimną krew. Ale czy to zimna krew? Kultura osobista, obycie? Nie wiem, ale kłaniam się w pas i chłonę.

Takie rzeczy zostają gdzieś w człowieku, utarczki, sprawy niezałatwione, udry i zadry zabierają nam zdrowie i tym samym czas – przecież miałam pisać o oszczędzaniu czasu. No właśnie. Może dyskusje są bezsensowne i zabierają nam ten cenny czas. A może właśnie zawsze warto opanowanym głosem dążyć do uzyskania odpowiedzi i drążyć temat?

No ale tak, miałam pisać o oszczędzaniu czasu. Wiecie co, będę pisać o różnych rzeczach, o ważnych i błahych, bo z drobnostek składa się życie. A życie to przecież nasz czas. Mam nadzieję komuś pomóc.

#zaufanie #autentyczność

 

Dziękuję, Michał!

 

 

 


2 Komentarze

YoYko · 20 października 2018 o 10:52

Nie znam się, ale się wypowiem. Jak nie mam wiedzy na jakiś temat, to siedzę cicho, bo zrobię z siebie idiotę. Pytania zawsze można zadawać, jeśli wynikają z ciekawości, a nie z chęci dowalenia komuś.

    Pani Jesień · 20 października 2018 o 17:56

    Dokładnie, należy pytać a nie oskarżać i dobrze formułować pytania, bo czasem zupełnie bezwiednie można kogoś skrzywidzić. Kto pyta nie błądzi?✌?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *