Hej!

Ulubieńcy lutego

Czy ktoś pamięta, kiedy dokładnie nastąpił bum na wszystko, co jest jednorazowe? Lata 90.? Co spowodowało tę modę na jednorazowość, kto, lub co steruje powrotem wielorazowości? Mam zaszczyt przedstawić Wam kolejne kroki, które staram się wprowadzać na co dzień do mojego życia w duchu less i zero i waste. I tak, jak niektóre to totalne olśnienie, część to zwykły powrót do przeszłości, tak znajdziecie też zbytni marketing i eko-komerchę według mnie, zapraszam na konsumpcję mody na jednorazowość 🙂

Wielorazowo

W torbach wielorazowego użytku zakochałam się już kilka miesięcy temu i powstał też o tym wpis – Ekorazowo. Przedstawiłam Wam użyteczność toreb szytych z materiałów z odzysku i to, jak samemu się do tego przyzwyczaić, oraz też często, sprzedawców, którzy automatycznie pakują produkty w plastik i ,,robią oczy”, gdy mówię – wszystkie warzywa do jednego wora. Hitem były mandarynki, zapakowane w jedną z moich torebeczek, na której Pani szukała usilnie kodu i ja ją przekonywałam, że to moja torebka, przy czym Pani chyba pomyślała, że jestem opóźniona/ chcę coś ukraść… A więc, to jednak nie jest jeszcze zbyt popularne oraz oczywiste. W momencie, kiedy, na przykład Unia Europejska wprowadza różne obostrzenia dotyczące zużycia i kupna plastiku, ludzie dziwią się, gdy widzą własne, płócienne torby.

I kolejny przy tym paradoks

Moja babcia od zawsze, od kiedy pamiętam i do teraz namiętnie używa tylko swoich toreb, które ma od lat i zawsze mnie upomina, jak zapomnę jej oddać. Babcia zna ,,trendy” od lat, a połowa ,,ludzi internetu” nie zna? I nie, nie jestem fanatyczką, a tym bardziej, nie jestem idealna, i ZAPOMINAM swojego zestawu toreb od czasu do czasu. Głowiłam się, co tu zrobić. I z odsieczą przyszła ręcznie robiona, na szydełku, torba od Karoliny, @made_bycaroline. Nie mam teraz problemu wychodząc z domu, bo wszystkie mniejsze torebki wrzucam do tej jednej. Nie rozpycham swoich torebek, nie wala mi się nic w aucie czy w koszyku roweru. Wedle potrzeb i stroju, sama siatka służy mi jako torebka i dopełnienie stylizacji. Jest niesamowicie pakowna i wraca do swojego rozmiaru – nie rozciąga się. W internecie macie teraz ogromny wybór takich siatek, ale uwaga – nie kupujcie tych plastikowych, koncernowych, bo to mija się z celem! Takie ręcznie robione mają za sobą historię człowieka, duszę 🙂

 

Zapomniany ,,gadżet”

Chusteczek do nosa używa każdy od urodzenia, ale czy pamiętacie dokładnie JAKICH chusteczek kiedyś używano? Materiałowych, otóż to. Chusteczka pojawiła się już w II w. p.n.e. w Rzymie. Rok 1924 był przełomowy w historii chusteczek z powodu pojawienia się w sprzedaży pierwszych chustek papierowych. W Polsce zaczęto je produkować w latach 70. XX wieku. Szybko doceniono ich zalety i przydatność – jednorazowość. Przez dłuższy czas jednak papierowe chusteczki nie mogły całkowicie wyprzeć z rynku chusteczek bawełnianych z powodu niedoboru tych pierwszych. A potem co, moda? Moda na jednorazowość. Jedną z pamiątek po moim dziadku są właśnie jego piękne, często ręcznie haftowane z inicjałami, chustki materiałowe. Dlaczego to zaginęło? Bo roznoszenie bakterii, bo niehigieniczne (podejrzewam, że i stąd chwytliwa nazwa). Pomijam w tym momencie z czego wyprodukowana jest chusteczka (celuloza) i jak mało pro-przyrodnicze to jest (plus foliowe opakowanie), zadam tylko jedno pytanie: Ile razy widzieliście, że ktoś po wydmuchaniu nosa chowa ,,jednorazową” chusteczkę do kieszeni albo zrobiliście to samo? Wyjmujecie przed praniem zgniecione i zaschnięte chusteczki z kieszeni czy wysypują się Wam z torebek? No właśnie… 🙂

Czysta higiena

W tej samej szufladzie, gdzie znajdują się chusteczki higieniczne zajmują miejsce waciki, płatki kosmetyczne. I o tyle o ile wacik, wata to tylko zbite i nieregularnie poplątane, cienkie włókna bawełniane i (lub) wiskozowe a więc czytam bawełna – myślę spoko, to wiskoza, poliester już nie do końca. I z tą bawełną też byłabym ostrożna. Do wyprodukowania 1 kg surowej bawełny potrzeba do 29 000 litrów wody. Szacuje się, że uprawa bawełny odpowiada za 1 – 6% ogólnoświatowego zużycia słodkiej wody. Bawełna organiczna  jest uprawiana przy użyciu naturalnych nawozów i pestycydów, jest w pełni biodegradowalna. Proces przetwarzania bawełny organicznej pochłania mniej paliwa, energii i emituje mniej gazów cieplarnianych. Wszystko dobrze, ale uprawiana jest w ponad 80 krajach na ok. 2% ziemi uprawnej dostępnej na świecie, co stawia ją na trzecim miejscu pod tym względem, zaraz po zbożach i soi. 

Misja w kosmos

W styczniu 2019 roku bawełna skiełkowała jako pierwsza roślina na Księżycu na pokładzie chińskiej sondy Chang’e 4 w sztucznej biosferze. Wyobraziłam sobie mleczną drogę do Księżyca stworzoną ze wszystkich jednorazowych wacików, które przez lata, niedbale wyrzucałam do kosza. Zastąpiłam je również ręcznie robionymi w Polsce przez Wielorazówkę i zauważyłam dodatkowe zalety: oszczędność pieniędzy oraz miejsca w wyżej wspomnianej szufladzie 😉

By móc lepiej słyszeć wołanie Matki Ziemi po pomoc…

Do trójcy niezbędników łazienkowych dołączają oczywiście patyczki. Idąc za ciosem, kliknęłam do koszyczka na bambusowe patyczki do uszu. Producent, firma Hydrophil jest z Niemiec, natomiast na opakowaniu widnieje mało dumne i zupełnie nie eko MADE IN CHINA. Ech… no i bądź tu, człowieku, mądry! W dodatku, oprócz nagonki na plastik i rychłego zakazu sprzedaży patyczków do uszu, już od dłuższego czasu słyszy się apele laryngologów oraz farmaceutów, że nie ważne jakie patyczki do uszu, biodegradowalne, czy nie, one po prostu nie są zdrowe dla naszych uszu i słuchu, bo przyzwyczajeni jesteśmy do pchania patyczków ,,do środka” a podobno mają służyć jedynie do czyszczenia małżowiny.

Opcje?

Mamy na rynku do wyboru krople do uszu (część w szklanych buteleczkach) lub zabieg świecowania ucha – ktoś próbował? Zakup tych  patyczków traktuję jako test i samo użytkowanie nie różni się niczym od ,,normalnych”, ale uwaga – na kilku forach znalazłam informacje, że bawełna spada i trzeba uważać, szczególnie przy małych dzieciach. Jak dla mnie to mniejsze zło, lub nawet to samo… I kolejne pytanie: czy używanie patyczka wg zaleceń, czyli wyczyszczenie samej małżowiny jest lepsze niż zwykłe przetarcie ucha ręcznikiem…?

 

Słowem podsumowania lutowych ulubieńców, po raz kolejny apeluję, nie dajmy się ponieść nurtowi eko, bo to moda jak każda inna, koncern oraz machina napędzana swoimi prawami, którymi rządzi pieniądz 😉 Nie dajmy się zwariować, może nie zawsze da się sezonowo czy lokalnie i nie ma co być na siłę cool 😉

 

Marta

 

 

 

 

 

 


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *