Hej!

Trochę późno na podsumowania, wszyscy są już nawet nie w fazie noworocznych postanowień, co już nawet je porzucili lub kończą styczniowe wyzwania, szumnie nazywane z angielska, dry january. I ja też przystąpiłam do wyzwania po hucznym ostatnim roku i powitaniu nowego, tylko z jedną dyspensą. To czy udało mi się, czy się nie liczy? W ogniu presji tworzenia planów na nowy rok ja gdzieś się zawinęłam w kocyk i zostałam w swojej strefie komfortu bez nowego konta oszczędnościowego, diety do figury bikini, no, generalnie, żadnej nowej ja. Stara ja i stara kanapa powitałyśmy nowy rok i pragniemy zostać tak samo szczęśliwe, jak 30 grudnia. Oczywiście, nie będę hipokrytką, kilka rachunków sumienia poczyniłam i kroki postawiłam ku poprawie jakości życia, w końcu starość, nie radość, prawda?!

Podsumowań nadszedł czas

Nie napisałam żadnych podsumowań ani postanowień na blogu i nie promowałam pełnego obrotu Ziemi z wielu powodów. Nie miałam najmniejszej ochoty publicznie pałować się swoimi osiągnięciami dla poklasku czy samego pałowania się, jaka jestem świetna. Nie twierdzę, oczywiście, że osoby, które tak zrobiły, są chwalipiętami, ja po prostu nie czułam, że może to być dla Was interesujące. Skoro, po ledwo ponad roku, jesteś tu i czytasz moje myśli regularnie, to to jest dla mnie powód do dumy w sobie, w Martusi. Bez przesadnego zachwytu nad sobą i swoimi osiągnięciami, obiektywnie jestem w stanie określić, że wielu rzeczy się nauczyłam, wiele jeszcze przede mną, a to co robię, sprawia mi największą frajdę. Cel na 2020? Taki, że zostaniecie tu ze mną. Nie osiadam na laurach i idę w stronę fotografii, konsekwentnie realizując plan z poprzednich lat, inwestowanie w siebie to najlepiej wydane pieniądze i czas.

100 rzeczy, które zrobię w nowym roku

Statystycznie, zapełniając tę listę całkowicie, miałabym do wykonania średnio 1 rzeczna 3,5 dnia, co wydaje się ciut na wyrost, biorąc pod uwagę codzienne życie i rzeczywistość. A to jakaś choroba, to gorszy dzień i cały misterny plan się rypnie a w listopadzie okaże się, że mamy na karku 89 marzeń do spełnienia! Kto by wytrzymał taką presję i zawód jednocześnie? Z drugiej strony, zależy, kto gdzie mierzy, siły na zamiary… no jakoś tak. Bo w 365 dni można dokonać 365 celi, lub więcej. Jak? Być tu i teraz. Doceniać rzeczywistość wokół nas i teraźniejszość. Idealnym i wartościowym celem nie musi być egzotyczna wycieczka tylko upieczenie chleba lub lancz z przyjaciółką. Dzięki temu, ja jestem spokojna i nie mam poczucia zmarnowania czasu, miesiąca czy roku. Nie biegnę z jęzorem wywieszonym na brodzie za czymś nierealnym. I teraz mam noworoczny zen. Lub nawet roczny, albo życiowy. Nie biegnę, nie porównuję, nie dorównuję, nie za wszelką cenę i akceptuję.

Bujo, bujo w obłokach

Ciekawe, czy macie wybrane już kalendarze, terminarze i plannery na 2020. Jeżeli nie, to zajrzyjcie do mojego testu plannerów. Bardzo mi to notowanie i planowanie pomogło w dotarciu tutaj, gdzie jestem, więc radziłabym przestać nie doceniać mocy plannerów. Zapominalstwo swoją drogą i pamiętanie dat, wizyt, spotkań swoją drogą, ale planowanie posiłków, zakupy, lista rzeczy do zrobienia w ciągu dnia krok po kroku, to złoto. Wyrobiłam w sobie nawyk działania zadaniowego i szybkiego planowania. Tym samym, głównie dzięki pracy ,,na swoim”, mogę sobie spokojnie spędzić czasem czas przed południem z Netflixem. Rozwój zawodowy i osobisty to moje plusy poprzedniego roku, nauczyłam się i bazowałam na zupełnie nowych rzeczach, jakich się nauczyłam. Klucz? Bazą jest to, co już umiałam, reszta to szlify. Teraz też mam inną potrzebę prowadzenia kalendarza, notatnika oraz pamiętnika w jednym. Ze względów ekologicznych oszczędności, nie chcę pozwalać sobie na kilka zeszytów, więc mam jeden do wszystkiego i jest nim tajemniczo brzmiący bullet journal. To nic innego, jak puste kartki, które możesz zapełnić rysunkami, naklejkami, zdjęciami, kaligrafią – czym tylko zapragniesz, to Twoja kreatywna przestrzeń. Mam tam przepisy, listę obejrzanych filmów, schemat wpisów blogowych, współprace, finanse i pamiętnik – dosłownie wszystko! Myślę, że kiedyś poświęcę temu oddzielny wpis.

Porządek a kolekcjonowanie aż do zbieractwa

To jest taki mój główny cel, może nawet nie na nowy rok, ale na nowe życie, dyscyplinę, ekologiczną postawę konsumencką, poczucie panowania nad rzeczami w okół mnie. Zaraz startuje mój wielki projekt tego roku, czyli Eko Mieszkanie i mam to zaplanowane od wielu miesięcy. Po tym czasie stwierdziłam, że najważniejszym elementem układanki pod tytułem spokój ducha, życiowy ogar i sukces to jest WIEDZIEĆ, CZEGO SIĘ CHCE.  Bez żalu pozbywam się przedmiotów zbędnych, z pietyzmem pielęgnuję to, co już mam – tu też w sferze emocjonalnej.Wolna przestrzeń w ciele i umyśle (nad tym pracuję mocno na jodze), ale także w przestrzeni, która mnie otacza – dom – to moje dążenie, marzenie, cel na każdy dzień roku. To chyba mam jednak sporo roboty, co? Cel pomniejszy na uporządkowanie przestrzeni oraz poprzednich lat to albumy ze zdjęciami. Pomyślałam, że to jest bardzo dobry pomysł na wkroczenie w nowe dziesięciolecie. Kolekcjonowanie wspomnień. I odwaga.

 

PS. Na zdjęciach jest moja mama jak była mała i ja z nią jako niemowlak oraz nasi przyjaciele. Relacje to intencja na 2020 <3

Marta


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *