Hej!

Dzisiaj zabieram Was na wycieczkę tam, gdzie nowoczesność łączy się z tradycją. Konsumencka świadomość rośnie z miesiąca na miesiąc i coraz częściej czytamy składy ubrań, jakie kupujemy. Chętniej robimy zakupy u rodzimych projektantów, w polskich sklepach. To bardzo mnie cieszy, ale okazuje się, że bardzo małą wagę przywiązujemy do tego gdzie nasza rzecz została zrobiona. Otóż, firma może być polska, ale po pierwsze, czasem jest tylko dystrybutorem albo szyje ubrania za granicą. Kambodża czy Bangladesz to największe szwalnie świata, gdzie ludzie są najmniej ważni. To przykre, zwłaszcza, że ubrania sprawiają nam zwykle tyle radości, a gdy dowiadujemy się, jak naprawdę wygląda cała gospodarka odzieżowa, to słusznie decydujemy się na minimalizm i rodzime projekty.

Jedyna taka szwalnia

Niedawno miałam przyjemność odwiedzić szwalnię w Bartoszycach i na cały dzień wejść w skórę ludzi, którzy tam pracują. P.P. Infinity Group Sp. z o.o. jest jedną z największych tekstylnych firm produkcyjnych tego typu w Europie. Przedsiębiorstwo Produkcyjne Infinity Group Sp. z o.o., utworzone w 1993 roku w Bartoszycach jest liderem na europejskim rynku firm zajmujących się produkcją odzieży z segmentu premium. Słuchałam, obserwowałam i uczyłam się. Wiele rzeczy, które mi się wydawały okazały się zupełną nieprawdą i odwrotnie. Rodzimy i rodzinny przemysł odzieżowy zaskoczył mnie bardzo… pozytywnie!

Dzień w szwalni

Światła zapalają się punktualnie o 6:00 rano i do stanowisk zasiada około 180 kobiet.  Zaczynając od krojowni, szkiców na wielowarstwowych wykrojach i na maszynach kończąc – role w szwalni są bardzo różne. Niezależnie od stanowiska, należy mieć doświadczenie i pasję do tego zawodu. Zwinność oraz precyzja Pań zatrudnionych w szwalni wywarły na mnie ogromne wrażenie oraz szacunek. W pracowni technologii, która jest bardziej zmodernizowana, niż myślałam, dowiedziałam się, że projekt, to nie tylko rysunek w głowie, a wiele etapów, zanim w ogóle trafi do szwalni. To bardzo precyzyjny, zdigitalizowany projekt w programie komputerowym, następnie drukowany w rzeczywistym wymiarze.

Maszyny

Tak, jak byłam zaskoczona zaawansowaną technologią podczas procesu tworzenia szablonu, wyjściowego układu oraz rozkładki (układu szablonów) i maszyn w krojowni, gdzie jednorazowo można wyciąć element stroju na ponad 80 warstwach materiału, tak wchodząc na salę ciągów, okazało się, że w przemyśle szwalniczym niewiele zmieniło się od kilkunastu lat. Dobrze konserwowana i właściwie użytkowana maszyna może służyć nawet ponad 10 lat. Skoro automatyczne maszyny do  szycia są tak ekonomiczne, to zwyczajnie nie ma sensu ich wymieniać. Oczywiście, na świecie są wprowadzane elementy automatyzacji, ale okazuje się, że wydajność wtedy jednak spada. Jak maszyna do szycia wygląda, każdy wie. Ale łączarka? To okrągła maszyna do szycia, która służy między innymi do połączenia kołnierzyka swetra z resztą. Krawcowa musi nadziać oba materiały na tysiące igiełek przed ich połączeniem, KOSMOS! A do tego sama maszyna wygląda jak z kosmosu, mi przypomina postać z Gwiezdnych Wojen i tym samym, jest moją ulubioną maszyną i już zapowiedziałam, że kiedyś przyjadę na przyspieszony kurs!

Owerlok czy stębnówka

Znacie te ściegi? Pewnie nie, a codziennie na nie patrzycie. To nazwy ściegów i trybów pracy maszyn do szycia. Krawcowe i szwaczki mogą być podzielone na różne maszyny względem ich zastosowania. Głównym zadaniem stębnówki jest zszywanie ze sobą dwóch materiałów, czyli na przykład rękawa z tułowiem. Stębnówka jest podstawową maszyną każdej szwalni. Owerlok to ścieg na krawędzi jednego lub kilku kawałków materiału w celu ich połączenia, wykończenia, obrębienia lub obszycia, czyli zwyczajnie ,,żeby się nie strzępiło”. Pisałam już o swoim hobby, robótkach ręcznych, uwierzcie, lub nie, ale nie potrafię szyć na maszynie do szycia, to jedyne, czego nie potrafię z tej kategorii. Haft to moja bajka, dlatego zdecydowanie moim ulubionym miejscem w szwalni jest hafciarnia wyposażona w maszynę do haftu komputerowego. Kilkanaście głowic nawleczonych odpowiednimi nitkami, na znak sygnał Pani hafciarki, wystukują najbardziej wymyślne wzory. Wszystko pod okiem jednej Pani, która zna na pamięć wszystkie wzory i numery nici, które posiada w swojej pracowni, to się nazywa talent i pasja!

Czas w szwalni

Podczas spaceru po szwalni zauważyłam wiele osobliwości. Wiele z tych Pań pracuje tam już kilkadziesiąt lat i to jest ich pierwszy zakład pracy, co nie jest spotykane pośród mojego pokolenia. I mimo tego, że Panie zajmują się szyciem bardzo modnych i eleganckich ubrań wyprzedzając kolekcje co najmniej o dwa sezony – w tym momencie najwięcej było sweterków bożonarodzeniowych, to znaki tradycji są obecne na każdym kroku. Poduszeczki na szpileczki, naparstki, mydełka do zaznaczenia materiału, tu czas jakby się zatrzymał. I ma to swój urok i czar. Dział kontroli jakości – nic nie umknie doświadczonym Paniom, które kontrolują każdą, jedną sztukę, która zeszła z produkcji. Za nimi jest stanowisko poprawek i cerowania, jedna Pani jest na tym stanowisku kilkanaście lat.

Ciąg

Schodząc z ciągów zmierzamy do stanowisk, gdzie ubrania się prasuje – trzeba mieć pewność, że materiał się nie zdefasonuje – czasem gotowe ubrania też się pierze w tym celu. Najmilszą rzeczą oprócz vintage’owego, żółtego telefonu na prasowalni jest Baba, ale o niej w kolejnym wpisie 🙂 Najcudowniejszym zajęciem w całej szwalni jest czynność wykonywana przez dwie Panie. Panie robią… pompony. To jest tak wdzięczna rola, jak co najmniej wytwarzanie baniek mydlanych i chyba same zainteresowane to lubią, bo mają uśmiech od ucha do ucha! Robią to oczywiście ręcznie. Są też wymagające hafty lub wzory, których nie zrobi maszyna, tylko bardzo utalentowana i wykwalifikowana osoba. Jest godzina 15:00 i światła gasną, na sali zapanowała cisza, a na podłodze widać efekty codziennej, trudnej i wymagającej pracy setek par rąk – to setki skrawków materiałów i niteczek.

Wizyta w szwalni zdecydowanie postawiła przede mną nie lada wyzwanie, jakim jest nauczenie się szycia na maszynie. Często mam w głowie tyle pomysłów, fasonów, które bym na sobie widziała, ale nie bardzo potrafię przelać ten pomysł na papier a tym bardziej, wytłumaczyć krawcowej, o co mi chodzi. A gdybym tak sama potrafiła wyczarować takie cuda…

Ile zajmuje stworzenie jednej sukienki od pomysłu w głowie do przymiarki i gotowego ubrania? Dokładny projekt krok po kroku już w kolejnym wpisie!

Marta.


2 Komentarze

rydzykowa@gmail.com · 19 kwietnia 2019 o 15:26

Świetne to zdjęcie z sukienką i parą! Great shot 📸

    Pani Jesień · 19 kwietnia 2019 o 17:37

    Więcej o Babie w kolejnym wpisie!😍💪🏼✌🏼💙

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *