Hej!

Dzisiaj wpis bardziej emocjonalny, bo co zrobić kiedy czasu już nie ma?

Nikt z nas nie myśli o tym w pędzie dnia codziennego natomiast raz w roku każdy przeżywa rozkminę gdy trzeba, TRZEBA, iść na cmentarz i odhaczyć tzw. grobbing, co z totalną grozą obserwuję przez ostatnie lata. Zauważyliście stragany z lizakami i obwarzankami przed bramami cmentarzy? Ten tłok, szum i plotki mnie przerażają. 

,,Zaduma i modlitwa za zmarłych to dla mnie nigdy nie były tylko te dwa dni w listopadzie”.

Ja wiem, że doświadczenie przez los w postaci utraty najbliższych to jest być może bardzo kiepski rodzaj motywacji do działania, ale będąc kompletnie szczera stwierdzam, że w moim przypadku tak właśnie jest. Patrząc na choroby i cierpienie najbliższych zdałam sobie sprawę, że pojęcie ,,mam dużo czasu”, na cokolwiek, po prostu nie istnieje, chyba nigdy nie jest go za dużo, albo jestem jeszcze ze młoda, żeby tak powiedzieć.

Tym samym zdaję sobie sprawę, że można zapędzić się w rzecz zupełnie odwrotną, czyli nadmierną egzaltację. Zamiast przeżyć żałobę rzucam się w wir zajęć przerażona myślą o śmierci. No i tak źle i tak niedobrze i oba przypadki kwalifikują się do terapii. Ale z drugiej strony może jest to świadomy wybór, głębokie rozumienie wszechświata i bolesna lekcja, że nic nie jest na zawsze. I że warto odpuszczać, warto słuchać, patrzeć w oczy, trzymać się za ręce i mieć dla bliskich czas, zawsze. Żeby nie żałować ostatniej rozmowy ani telefonu. Żeby nie żałować, że się czegoś nie zrobiło gdy już na to czasu albo sił zabraknie…

Wstaję i ocieram po raz kolejny łzy i staram sie, przekonuję się, że warto i ze kazdy najmniejszy powod jest dobry aby sie cieszyc i byc tu i teraz. Nie jestem przeciwko Halloween i nie uważam, że jest to zobojętnianie ważnego święta, które powinno skłaniać do głębokiej refleksji i jest zwykłym zakrywaniem rozpaczy śmiechem. Dosyć mam ciągłego umartwiania się i przecież jako katoliczka wierzę, że moi bliscy zostaną zbawieni, więc z innymi bliskimi, obecnymi tu ze mną, cieszymy się z tego. Lubię, zresztą w duchu religijnym, pomyśleć o pokrzepiającym niebie i lepszym świecie i nie rozpamiętywać, przecież im jest lepiej. Dodatkowo, taka ,,dziecięca zabawa” być może pozwala oswajać ten najtrudniejszy temat, przemijanie.

Ale dzisiaj, w Zaduszki, 2 listopada, oddaję się jednak głębszej zadumie, ale nie umartwiam się, nie biczuję i nie zadręczam. Myślę ciepło o bliskich i wspominam te najlepsze chwile oraz wiem, że warto te chwile które mam z innymi czy sama ze sobą wykorzystać jak najlepiej, bo wiem, co się dzieje, gdy czasu już nie ma. Uwierzcie mi, nieważne są żadne skarby świata ani najdalsze podróże, jeżeli bezpowrotnie kogoś stracisz i wtedy oddałbyś to wszystko bez zastanowienia.

Ja dzisiaj biorę ukochane osoby za ręce i idę na cmentarz po zmroku wspominać najbliższych patrząc na tysiące lampek rozpalając tym samym nadzieję w moim sercu. Życzę Wam jak najwięcej najlepszych momentów z najbliższymi.

To jest życie i czas i wartość.

Dla Was…

 

Marta.


4 Komentarze

JoTa · 2 listopada 2018 o 20:32

Strata kogoś to dopiero początek ogromnej tęsknoty każdego dnia a w tych najważniejszych momentach życia to dwa razy bardziej. Też zawsze denerwował mnie te cały cmentarzowy bazar ale koniec końców rodzina się spotykała i jednoczyła nad grobami bliskich potem na kawie, herbacie itd. To było zawsze najważniejsze. Te historie o tym jacy byli nasi bliscy za życia, zabawne anegdoty i bycie w tym razem. Nikt nigdy nie rozprawiał nad tym kto kupił większy znicz. Zaduma jest potrzebna ale jak ktoś jej potrzebuje 10 lipca a nie 2 listopada to niech się zaduma, potęskni, popłaczę w ten lipcowy dzień. Tak jak piszesz- bądźmy ze sobą, razem nie obok. Dumajmy kiedy chcemy, zakładajmy maski Halloweenowe jeśli chcemy. Świetny tekst kochana, jak zawsze ale tym razem w serduszko. Ty wiesz xx

    Pani Jesień · 5 listopada 2018 o 18:27

    Takie jest życie i tego nie zmienimy ale można zmienić życie, żeby nie przemarnować tego czasu, który został dany właśnie nam ❤️✨?

Gosia · 5 listopada 2018 o 18:13

Obejrzałam wczoraj „Coco”, piękna animacja akurat o tym czym jest rodzina i pamięć o bliskich, którzy już odeszli. Polecam serdecznie, ja płakałam jak bóbr! I myślę, że każdy dzień jest dobry, by wspomnieć bliską nam osobę i się uśmiechnąć przy tym trochę :).

    Pani Jesień · 5 listopada 2018 o 18:27

    Koniecznie muszę zobaczyć, wielkie dzięki i wszystkiego dobrego❤️

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *