Hej!

Z tym wpisem czekałam na pierwszy zimny i deszczowy dzień i oj czekałam i czekałam, bo pogoda była przepiękna, także cios dzisiaj mocniejszy!

Nie trzeba być blogerem, żeby cierpieć w powodu braku weny. W pracy na etat tak samo potrzebujemy silniejszych lub lżejszych bodźców, które pobudzają naszą wyobraźnię i kreatywność. Wcześniej Wam już pisałam, że jestem straszną gadułą i wystarczy mi zapodać temat żebym nawijała godzinę. Oczywiście wtedy, gdy się znam, bo jak się nie znam, to się nie wypowiadam 😉 Mimo tego, jak każdy, czasem mam zwykły zjazd. Nie chce mi się wstać ani wyjść spod koca i nie mam żadnej weny twórczej i nie jestem pomysłową Dobromirą. Jak sobie wtedy pomagam, kiedy wyglądam tak:

 

Niestety, nie ma na to cudownego eliksiru mądrości, który sprawi, że po jego wypiciu napiszę posta, który zapewni mi rekordową klikalność i setki komentarzy…

Sok z gumijagód, dzięki któremu będę pierwsza na treningu nie istnieje. Magiczne eliksiry nie istnieją, ale są inne, podobne. Przecież bardzo często nadajemy cechy przedmiotom, więc dlaczego nie nadać cech napojowi? Oprócz tego, że kawa i herbata mają pobudzające właściwości same w sobie, przyozdobienie ich, podanie w najładniejszym kubku i celebracja wypicia takiego napoju mocy może zdziałać cuda. Ale, nie musicie wyłącznie polegać na kofeinie i teinie. Ile razy w tygodniu macie czas i pozwalacie sobie na wyciśnięcie świeżego soku z pomarańczy czy ukręcenie sezonowych owoców i warzyw w pyszny energetyczny koktajl?

Jeśli wypicie magicznego eliksiru nie podziała, to uciekam się do terapii szokowej lub też skumulowania bodźców

Wychodzę do ludzi. Idę do kawiarni lub biblioteki, czytelni. Po drodze napotykam ludzi, coś się dzieje, pies przebiega, ptak się wznosi, ktoś biegnie, ktoś krzyczy. To wszystko powoduje, że zaczynam analizować sytuacje i nowe myśli wpadają mi do głowy. Siedząc w kawiarni słucham muzyki nie wybranej przeze mnie, słucham rozmów ludzi w różnym wieku, przyglądam się im i to wszystko jest naprawdę bardzo inspirujące. Dodatkowo, w kawiarni zmęczona i sfrustrowana brakiem natchnienia nie położę się na kanapie… COŚ na pewno zrobię, chociażby posegreguję zdjęcia, a na to czasu zawsze braknie. Ja właśnie jestem w kawiarni i co wtorek tu przychodzę, spotykam już nawet tych samych ludzi. Stworzenie sobie takiego nawyku też dobrze nastraja w procesie twórczym, bo zawsze wiesz, że to Twój czas.

Jakkolwiek niezawodnym sposobem na wenę jest jazda na rowerze

Tak w deszczu! I nic tu przypadkowe nie jest – płaszczyk przeciwdeszczowy mam żółty! A więc, idę na rower. Nie spacer, bo podczas spaceru mogę wyciągnąć smartfon i gapić się w ekran, a nie o to mi chodzi. Chodzi o to żeby się niejako wyłączyć. Na spacerze pęd powietrza jest też za słaby. A chodzi mi o to, żeby głowę przewiać i przewietrzyć lub nawet zmyć. Znacie zapach wiatru? Mówi się, że ktoś jest owiany – właśnie o takie uczucie mi chodzi oraz o lekki szum w uszach. Totalnie przewietrzona głowa jest bardziej kreatywna. Przy okazji mam też trening przy najgorszej możliwej pogodzie, więc i poczucie własnej wartości rośnie. Po drodze mogę coś załatwić, nie tkwię w korkach, które doprowadzają mnie do stanu zupełnie odwrotnego niż zen. Jazda na rowerze to moje absolutne odkrycie tego roku i myślę, że poświęcę temu oddzielny wpis.

Te moje trzy sposoby na wenę składają się na jedną wizję higienicznego trybu życia

Zdrowe, zrównoważone odżywianie i nawadnianie organizmu zapewnia mi wewnętrzną energię, nawet jeśli czasem potrzebuję drugiej lub trzeciej kawy. Generalnie wyjście z domu, przebywanie wokół ludzi poszerza horyzonty, nawet jeśli występujemy tylko w roli obserwatora. To wyjście z domu w taką pogodę weźcie jako wyjście ze strefy komfortu. Jak się mocno wkurzysz to i wena przyjdzie! A tak w ogóle to polecam hybrydę: weź rower, jedź do ulubionej kawiarni na zdrowe śniadanie i pyszną kawę. Czyli proponuję tak naprawdę, oderwać się od pracy a dobre pomysły same wpadną do głowy.

A jakie są Wasze pomysły na wenę?

Miłego dnia!

 

Marta.

 


2 Komentarze

Gosia · 7 listopada 2018 o 11:15

Mój sposób na wenę? Deadline!

    Pani Jesień · 7 listopada 2018 o 11:35

    I zawsze się udaje? 😀 Mam nadzieję!! Ale co ze stresem? ;(

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *